Blog: Trendy 2020

Zapasy LinkedIna z botami

Grafika przedstawia mężczyznę grającego w złap kreta

LinkedIn walczy z firmami oferującymi rozszerzenia do przeglądarek automatyzujące działania na jego platformie. O co chodzi w tej kampanii i czy warto skorzystać z usług botów?

LinkedIn jak oczka w głowie strzeże danych użytkowników, piętnując próby wykorzystania ich przez inne firmy. W walce z graczami, którzy tworzą płatne boty do zbierania informacji kontaktowych czy wysyłania masowo zaproszeń, zasłania się zapisami regulaminu. Przeciwko twórcom programów wytacza potężne argumenty, powołując się m.in. na kwestie prywatności i eliminację spamu. Ostatecznie kary spadają na użytkowników, którym za złamanie zasad grozi nawet zawieszenie konta.

Lista programów zakazanych

Pomimo możliwych sankcji ze strony platformy, wielu użytkowników używa botów. LinkedIn grozi karami, ale nie publikuje oficjalnych „listów gończych”. Wszystko dzieje się w szarej, w niepełni zdefiniowanej strefie. Zestawienia zakazanych rozszerzeń obiegają więc blogosferę. Jedna z nich w 2018 r. trafiła do wpisu użytkownika LinkedIna. Jednak obecnie (2020 r.) bardziej aktualnych informacji dostarcza wtyczka Nefarius LI, która informuje, jakich pluginów LinkedIn szuka w przeglądarce. Jej twórcą jest firma Nymeria, która oferuje nic innego jak plugin do Chrome, pozyskujący adresy mailowe w sieciach społecznościowych.

Automatyzacja LinkedIna

W 2019 r. na czarną listę LinkedIna trafił m.in. Linked Helper, czyli rozszerzenie przeglądarki Chrome, które wśród wielu funkcji, upraszcza proces zapraszania. Zamiast żmudnego przeklejania bardzo podobnych wiadomości z prośbą o przyjęcie do sieci, wtyczka pozwala za pomocą filtrów szybko zbudować i modyfikować listę wysyłkową. Umożliwia również personalizację zaproszeń i automatyczne uzupełnienie odpowiedniego pola wiadomości imieniem lub nazwiskiem osoby.

Ta funkcjonalność jest szczególnie przydatna w języku angielskim, wolnym od odmian i rodzajów rzeczownika (męskiego, żeńskiego, nijakiego). Dlatego w Polsce z automatu częściej otrzymuje się zaproszenia bez spersonalizowanej wiadomości. A, że tak się dzieje widać po nienaturalnie szybkim wzroście sieci kontaktów niektórych użytkowników.

Boty na niskich obrotach

Możliwości automatyzacji LinkedIna nie brakuje. Wśród nich wciąż w najlepsze działa Linked Helper. Jeśli ktokolwiek spodziewał się, że zniknie z rynku, to mocno się przeliczył. Bardzo szybko pojawiła się zaktualizowana wersja, której według twórców, obecnie LinkedIn nie wykrywa. Zabawa w kotka i myszkę trwa w najlepsze, choć pole do spamowania się zawęża. Sam Linked Helper wyczula swoich użytkowników, żeby nie nadużywali możliwości jakie daje. We wpisie na Medium proponuje przykładowy scenariusz:

poniedziałek: 100 zaproszeń,

wtorek: 150 wiadomości,

środa: 60 potwierdzeń umiejętności.

Firma nie gwarantuje przy tym, że takie działania nie skończą się zawieszeniem konta. Proponowany scenariusz został opracowany na podstawie doświadczeń prowadzonej od lat wojny podjazdowej z LinkedInem. Podobne rady znajdziemy też u konkurentów Linked Helper. Na przykład na oficjalnej stronie zaprawionego w bojach Dux-Soup, jednego z najbardziej znanych pluginów do automatyzacji działań na LinkedInie, znajdziemy szczegółową instrukcję, która opisuje prawidłową reakcję na ostrzeżenie wysłane przez platformę i podpowiedź rekonfiguracji ustawień bota. Wszystko wskazuje na to, że wystarczy zachować umiar – czyli nie wysyłać masowo zaproszeń – i czujność – np. nie prowadząc działań na platformie z włączonym w tym samym czasie pluginem.

Walka z wiatrakami

Walka LinkedIna z botami wydaje się nie mieć końca. Firmy oferujące rozszerzenia wyrastają jak grzyby po deszczu. W trakcie pisania tekstu, wspomniany już Nefarius LI, nie wymieniał np. wtyczki LinkedIn Booster, dostępnej w sklepie Chrome, gdzie zyskała 76 pozytywnych opinii i 1245 instalacji (grudzień 2019 r.). Pewne obawy budzi fakt, że na stronie firmy próżno szukać danych teleadresowych, a próby skontaktowania się z trzema osobami, które rzekomo udzieliły testymoniali sczezły na niczym.

Czy używać botów na LinkedInie?

Używanie botów na LinkedInie może skutkować karą. Jednak przy zachowaniu odpowiednich środków bezpieczeństwa ogranicza czas potrzebny na np. zbudowanie sieci kontaktów. Ostatecznie wynik tego typu działań zależy od założonych celów. Jeśli dużą sieć kontaktów zaspamuje się ofertami sprzedażowymi, wynikiem może być blokada przez odbiorców. Jeżeli jednak kontakty otrzymają informację o np. ciekawej publikacji firmowej, która właśnie ujrzała światło dzienne, potencjalnie otwiera to pole do nawiązania rozmowy. Automatyzacja procesu zapraszania stawia jednak pod znakiem zapytania możliwość zaangażowania społeczności pod postami. Przy niewielkim odzewie, organiczny zasięg publikacji spada na łeb na szyję. Dlatego w przypadku działań contentmarketingowych, lepszym scenariuszem może okazać się droga organiczna.

Motywy LinkedIna

Eliminacja spamu i ochrona prywatności użytkowników LinkedIna są poważnymi przesłankami przemawiającymi za ograniczeniem możliwości korzystania z botów. W jego wyniku platforma pozbywa się również niewygodnej konkurencji. Równocześnie wzmacnia pozycję swoich usług płatnych w ramach kont premium jak np. LinkedIn Sales Navigator.

Kontrowersje budzi fakt, że w ramach nawet darmowego konta istnieje możliwość wysyłki pustych zaproszeń do wielu zasugerowanych przez platformę kontaktów. Po prostu trzeba się przez nie „przeklikać”. Czy to działanie jest lepsze niż wykorzystanie funkcjonalności botów? Różnica polega jedynie na tym, że jest to działanie półautomatyczne, więc zajmuje niepotrzebnie czas.

A może LinkedInowi chodzi po prostu o utrzymanie użytkowników na platformie? Ten cel przyświeca wszystkim sieciom społecznościowym. Pytanie jednak czy brak wygody jest najlepszą metodą dla osiągnięcia zamierzonych rezultatów. Prawdziwe motywy LinkedIna nie są znane, ale frustrującym jest, że biznes zamiast sprawnie korzystać ze swojego medium społecznościowego, traci czas na miejscami bezsensowne działania.

Ograniczenia LinkedIna

Niedoskonałości LinkedIna sprawiają, że w końcowym rozrachunku platforma ogranicza swój rozwój, czego przykładem jest również brak możliwości pogłębionego monitoringu treści. Tego typu narzędzie pozwoliłoby w prosty sposób odnaleźć najciekawsze dla nas dyskusje. Jeśli LinkedIn nie zmieni swojej polityki i nie udoskonali własnych narzędzi, użytkownicy będą korzystać z opcji innych firm, które są wygodniejsze, albo z czasem przejdą do serwisu, który będzie bardziej przyjazny i intuicyjny. 

Jak nawiązać kontakty biznesowe na LinkedIn?

Jak stworzyć dobry profil sprzedażowy na LinkedIn?

Twój pierwszy artykuł na LinkedInie

Jak sprzedawać na LinkedIn?

Jak korzystać z LinkedIn Sales Navigator?

Powrót