Business Edge | Przypadek Guinnessa
Historię sukcesu irlandzkiego ciemnego piwa typu stout znaczą przypadki. Aż ciężko uwierzyć, że są one wyłącznie wynikiem zrządzenia losu.
Guinness, marketing, content marketing, reklama, reklama natywna, Księga rekordów Guinnessa
15479
post-template-default,single,single-post,postid-15479,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,,qode-child-theme-ver-1.0.0,qode-theme-ver-7.8,wpb-js-composer js-comp-ver-4.8.1,vc_responsive

21 Mar Przypadek Guinnessa

Historię sukcesu irlandzkiego ciemnego piwa typu stout znaczą przypadki. Aż ciężko uwierzyć, że są one wyłącznie wynikiem zrządzenia losu, a nie obliczonej na ponad 250 lat strategii marketingowej budowanej wokół niezwykłych historii.

Jak co roku w Dniu Świętego Patryka ulice Dublina spłynęły guinnessem, którego producenci w latach 50. opublikowali słynną księgę nietypowych rekordów. Niektórzy uważają ją za jeden z pierwszych przykładów skutecznego marketingu treści. Zresztą browar ma długą tradycję tworzenia oryginalnych kampanii reklamowych. W latach 30. na plakaty trafił słynny tukan z takimi hasłami jak „Guinness jest dobry dla ciebie” (Guinness is good for you) czy „Cudowny dzień na Guinness” (Lovely day for a Guinness). Zaprojektował go John Gilroy, zatrudniony w agencji S.H. Benson. Natomiast w latach 50. David Ogilvy przygotował dla irlandzkiego browaru advertorial zatytułowany Przewodnik Guinnessa po ostrygach (Guinness guide to oysters), który przeszedł już do historii reklamy natywnej. Potem przyszedł czas na księgę stanowiącą niezależny byt i jeden z fenomenów wydawniczych.

Archiwum szalonych pomysłów

Wedle oficjalnej historii Księgę rekordów Guinnessa zawdzięczamy siewce złotej, która uciekła przed kulą wystrzeloną podczas polowania przez sir Hugh Beavera, dyrektora Guinnessa. Miał wtedy przekonywać swoich towarzyszy, że to najszybszy ptak. Nie podzielili jednak jego zdania. Wtedy sir Beaver zdał sobie sprawę, że takich sporów o najszybsze, największe, najmniejsze, największe i generalnie „naj” jest nieskończenie wiele. Nikt natomiast ich nie zapisuje. W ten sposób narodził się pomysł, do którego realizacji doszło cztery lata po polowaniu, kiedy to opublikowano pierwszą Księgę rekordów Guinnessa.

Najlepszy czas na…

Ostatnio na jej łamach zapisał się Intel. Pobił zresztą swój poprzedni rekord, który można tłumaczyć jako najwięcej dronów na raz w powietrzu (Most Unmanned Aerial Vehicles (UAVs) airborne simultaneously). Za pierwszym razem było ich 100, a ostatnio już 500 i stworzyły niezwykły spektakl świetlny na niebie:

Nie znamy dokładnego czasu, jaki był potrzebny do osiągnięcia tego rekordu, ale za to wiemy, że robot ułożył kostkę Rubika w 0,637 s. Dla przypomnienia rekord człowieka w tej kategorii wynosi 4,904 s. Natomiast 119,53 s to idealny czas przerwy wymaganej w celu „ustania się” guinnessa podczas nalewania. Szklankę o charakterystycznym kształcie i logo należy ustawić pod kątem 45 stopni względem kranu. Dlaczego to ma znaczenie? Jakiś czas temu przeprowadzono badania, w świetle których okazało się, że bąbelki w guinnessie zamiast unosić się do góry, opadają w dół. Ostatnie doniesienia tłumaczą ten fenomen właśnie kształtem szklanki. Jak widać, przypadki sprawiają, że o najbardziej znanym irlandzkim stoucie zawsze jest co pisać.

Najbardziej irlandzki

Guinness ma też swój mit założycielski. Legenda miejska mówi, że samo piwo jest dziełem przypadku. Arthur Guinness rzekomo sprzedał przypalonego stouta za niższą cenę. Piwo tak zasmakowało, że klienci wrócili po więcej. Z czasem guinness stał się symbolem Irlandii. Już nie tylko symbolicznie, ale graficznie łączy ich celtycka harfa, która jest zarazem herbem państwa i znakiem firmowym piwa. Ten stout nieodłącznie kojarzy się oczywiście również z Dniem Świętego Patryka, patrona Irlandii. W swych reklamach Guinness często nawiązuje do tradycyjnych sportów z Zielonej Wyspy, jak rugby czy hurling. Poniższy film opowiada o najniższym graczu rugby:

Tradycyjnie innowacyjny

Guinness wiąże często markę z tradycją, ale sam należy do firm niezwykle innowacyjnych. Wyrazem tego jest np. wprowadzenie w jego butelkach i puszkach słynnego widgeta, zwanego przez niektórych pływającym urządzeniem służącym do tworzenia odpowiedniej konsystencji piany. W rzeczywistości jest to plastikowa kulka wypełniona ciekłym azotem, o czym możemy się przekonać, oglądając to wideo:

Firma pewnie wchodzi również w świat nowych mediów. Jako pierwsza w Wielkiej Brytanii zainwestowała w spoty na Instagramie, pokazujące 60-sekundową reklamówkę w kampanii Made of More, opowiadającą historię Johna Hammonda, amerykańskiego producenta, który był ojcem sukcesu takich muzyków jak np. Bob Dylan, Aretha Franklin, Billie Holiday czy Bruce Springsteen.

Zawsze oryginalny

W 2013 r. Guinness przeprowadził blisko dwumiesięczną kampanię w pubach. Do piwiarni wchodziły załogi samolotu. Każdy pijący irlandzkiego stouta mógł wygrać różne nagrody, w tym nagrodę wieczoru, czyli przelot prywatnym samolotem firmy z czwórką znajomych na darmową wycieczkę do Dublina. Kampania nosiła nazwę Guinness Class. Rok później firma opowiedziała natomiast o kongijskich dandysach, Les Sapeurs, czyli członkach Stowarzyszenia Osób Eleganckich i Wprowadzających Dobry Nastrój, którzy ekstrawaganckim ubiorem i stylem bycia zmieniają oblicze swojego otoczenia. Dlaczego Guinness opowiada o Afryce? Nie tylko dlatego, że jest czarny. Także dlatego, że ma na tym kontynencie swoje fabryki. W Nigerii smakuje rzekomo równie smacznie jak w Dublinie. Choć to chyba niemożliwe… Ale czy w przypadku tej marki coś jest niemożliwe?

Sláinte!